piątek, 31 maja 2013

4. Louis

Miłość przetrwa wszystko. Ale trzeba jej pomóc. A żeby pomóc, musimy zaufać. Bo w życiu są dobre i złe momenty. Te dobre radzą sobie same. Natomiast złe, trzeba przezwyciężyć. Kopnąć w tyłek i zostawić za sobą.

Dlaczego tak to się potoczyło? No tak. Przez osoby TRZECIE. Byłam normalną dziewczyną, w normalnym, szczęśliwym związku.
- Nic nie trwa wiecznie, kochanie - mawiała moja babcia.
Po co się ujawniliśmy? Przecież teraz jest gorzej niż było. Jesteśmy obserwowani na każdym kroku. Wspólnie i osobno. Każdy nasz wyjazd, wyjście, spacer, a nawet zakupy czy wyniesienie śmieci jest uwiecznione milionem zdjęć. Później wszystko ląduje w internecie. Sypią się hejty i niemiłe komentarze. Rani Ci to serce. Głupie spotkanie z przyjacielem ze szkoły, jest brane za randkę i ogłoszone w światowej prasie jako zdrada. Kończy się to łańcuchem kłótni z Nim. Cholerne paparazzi!
- Lou, ja już nie daję rady!
- O czym ty mówisz?
- O czym?! O tym! - podchodzę do okna i odsłaniam firanki. Błyskają flesze.
Louis patrzy na mnie z bólem w oczach. Nie umiem być na niego zła. Ale nie mogę żyć pod lupą.
- Kotku, oni nie ruszają się stąd, odkąd tydzień temu wróciliśmy z Hiszpanii i ogłosiliśmy, że jesteśmy parą.
Znów patrzy na mnie zbolałym wzrokiem i wstaje.
- Dokąd idziesz? - pytam i z niedowierzaniem patrzę jak wychodzi z domu i zaczyna krzyczeć:
- Wynoście się stąd! Każdy chce mieć trochę prywatności! Spadówa!
W trakcie tego wszystkiego flesze błysnęły tysiąc razy. Kamery nagrały to krótkie wystąpienie. Ale o dziwo... Podziałało. Grupka fotoreporterów poszła w swoje strony. Louis już ma zamykać drzwi, kiedy...
- Czekaj!
Wychodzę z domu. Parę metrów od drzwi, stoi dwoje zapłakanych dzieci, mają około sześciu lat. Wyglądają na bliźniaki. Są całe zapłakane i przerażone.
Podchodzę do Nich i kucam. Dziewczynka chowa się za chłopcem.
- Cześć - uśmiecham się - Co tu robicie?
Chłopiec odwraca się do siostrzyczki i coś szepcze do ucha. Ona kiwa na potwierdzenie główką.
- My... Zgubiliśmy się... - mówi chłopczyk.
Patrzę na Louisa, który stoi w progu i przygląda się całej sytuacji.
- Jak macie na imię? - pytam
- Ja jestem Cory, a to jest... - maluch nie dokańcza, bo w tym momencie zza drzewa wybiega jakiś fotograf.
Wiesza aparat na szyi i podbiega do mnie. Uderza mnie w brzuch, robi zdjęcie i ucieka. Klnę pod nosem, gdy czuję ciepłą ciecz na koszulce. Louis patrzy na mnie przerażony.
- Eleanor!
Cory i jego siostrzyczka podchodzą bliżej. Dziewczynka idzie do tyłu i siada na ziemi. Kładzie sobie moją głowę na kolanach. Cory próbuje zatamować krwawienie. Podbiega do nas Lou.
- Niech pan biegnie za tym fotografem - odzywa się pierwszy raz dziewczynka i gładzi mnie po włosach.
Mój chłopak patrzy na mnie, a następnie rzuca się biegiem za sprawcą sytuacji. Zamykam oczy.
- Niech pani nie zasypia - szepcze chłopczyk.
- Mówcie mi Eleanor...

*Oczami Louisa*
Co to za idiota?! Dźgnąć niewinną dziewczynę nożem, a później robić jej zdjęcie! Przecież to trzeba mieć nierówno pod sufitem! A te dzieci? Są jakieś dziwne. Jakby przeczuwały, że taka sytuacja będzie miała miejsce. Do tego są takie ładne. Chłopczyk ma blond loczki i śliczne niebieskie oczka i jest troszkę wyższy od siostry. Natomiast dziewczynka ma długie, opadające falami blond włosy i wyraziste, zielone oczy.

W końcu Go doganiam. Rzucam się fotografowi na plecy i przewracam na ziemię. Ma kominiarkę. Już mam ją zdejmować, gdy zostaję zepchnięty na kamienie i przyciśnięty do podłoża łokciem. Paparazzi wyciąga z kieszeni nóż, którym przed chwilą została dźgnięta Eleanor. Jest na nim krew... Jej krew... Zaczynam się wyrywać. Nóż zostaje przyłożony do mojego gardła. Patrzę na Niego przerażony.
- No. Louisie Tomlinsonie. To co robimy? Poderżnąć Ci gardło, czy wrócić tam i dźgnąć tą sukę jeszcze kilka razy? A może jedno i drugie? - mówi fotograf, ale nie jest to facet, tylko dziewczyna.

Ej! Stop! Skąd ja znam ten głos?

Patrzę mojemu przeciwnikowi w oczy. Głębokie brązowe oczy.
- To niemożliwe! - krzyczę - Hannah, to Ty?
Dziewczyna zaczyna się śmiać. Teraz nie mam już wątpliwości, że to Ona.
- Mówiłam, że się zemszczę. Jeśli ja nie mogę cię mieć, żadna nie może. Ja dotrzymuję obietnicy.
Hannah podsuwa nóż jeszcze głębiej pod moje gardło. Zaczynam ciężko oddychać. Moje ciało jest sparaliżowane ze strachu. Ale nie o siebie się boję. Co z Eleanor?
- Louis! - słyszę moje imię.
Dziewczyna odwraca się i widzi biegnącego w naszą stronę Liama. Zrywa się jak oparzona. Ja próbuje wstać. Jednak ona rzuca nożem i trafia w moją nogę. Krzyczę z bólu. Widzę przerażenie w jej oczach. Po chwili zrywa się do ucieczki. Ja w tym czasie zwijam się z bólu na ziemi. Po chwili podbiega do mnie Liam.
- Kurde. Przyjechaliśmy z Niallem obejrzeć film akcji, a tym czasem akcja odbywa się w realu - rzuca ironicznie chłopak.
Zaczynam się śmiać, jednak przypominam sobie o nożu w mojej nodze i jęczę z bólu.
- Zadzwonię po pogotowie.
- Nie! Nie ma takiej potrzeby.
Liam patrzy na mnie niepewnie. Wysyłam Mu pełen bólu, sztuczny uśmiech. Chłopak przewraca oczami i pomaga mi wstać.
- Idziemy do domu. Tam zajmiemy się nożem.
Bierze mnie pod ramię i pomaga dokuśtykać do domu.

*Oczami Eleanor*
Nie pamiętam co się stało. Pamiętam tylko fotografa, krew, Cory'ego i Jego siostrę, przerażonego Louisa, ciemność i dźwięk hamującego auta. Jak znalazłam się w domu?

*Oczami Nialla*
*Kilka minut temu*
Jedziemy do Lou i El obejrzeć jakiś film. Co to? Eleanor?! Co to za dzieci?
- Niall do cholery! Hamuj!
Zatrzymuję z trudem samochód.
Wybiegamy z Liamem z samochodu i podbiegamy do Eleanor. Leży na ziemi z krwią na brzuchu. Co tu się stało?
Dzieciaki, które siedzą z El patrzą na nas przestraszone.
- Jesteśmy przyjaciółmi tej dziewczyny i jej chłopaka.
Dziewczynka uśmiecha się do brata i puszcza mu oczko.
- Niech któryś z panów biegnie pomóc chłopakowi - mówi chłopczyk.
Patrzę prosząco na Liama. Potrząsa głową i rusza biegiem w kierunku wskazanym przez dzieci.

Ja tymczasem biorę Eleanor na ręce i kieruję się w stronę domu. Dziewczynka z niewiadomych przyczyn zaczyna płakać. Chłopczyk, zapewne Jej braciszek, podchodzi do Niej i przytula. On też ma łzy w oczach. Robi wszystko, by tylko nie wypłynęły. Nie udaje Mu się. Słone krople spływają po Jego smutnej buzi. Jest mi Ich żal.

Chłopczyk szepcze coś siostrze do ucha i chwyta za malutką dłoń. Idą w stronę lasku.
- Nie idźcie! - krzyczy głosem pełnym bólu Louis.
Dzieci oglądają się i patrzą na Niego uśmiechnięte.
Liam pomaga Lou podejść do maluchów. Chwyta wolną rękę dziewczynki, bo chłopczyk ma w ręce jakiś plecak. Wszyscy wchodzimy do domu.

*Oczami Louisa*
Eleanor straciła dużo krwi. Okazało się, że upadając spadła na szkło, które porozcinało Jej plecy i wbiło się w żebra. Zorientowaliśmy się, gdy Niall położył Ją na kanapie. Całe ręce miał w krwi. Nie otworzyła oczu od kilku godzin. Czy może się nie obudzić?

Co do noża w mojej nodze...
- Teraz może pana trochę zaboleć - mówi cicho Carrie, bo tak ma na imię dziewczynka.
- Nie mów do mnie 'pan', bo czuję się staro. Louis jestem.
Carrie uśmiecha się i sięga do noża w mojej nodze. Bierze rękojeść w swoją małą i jak na ten wiek, bardzo chudą rączkę. Patrzy na mnie przepraszająco i ciągnie narzędzie. Krzyczę z bólu.
- Przepraszam... - mówi dziewczynka.
Odpowiadam Jej, że jest okey, chociaż boli w cholerę.

Próbuję wstać, mimo rozchodzącego się po moim ciele bólu. Staję na nogach i czuję przeszywający ból. Carrie zasłania oczy, a ja krzyczę przeraźliwie. W drzwiach staje Liam i zaczyna się śmiać.
- Ty nigdy nie dorośniesz.
- Dzięki, bo nie chcę. A teraz rusz dupę i pomóż mi wstać.
- Eleanor się obudziła.

*Oczami Eleanor*
Boli mnie cały brzuch i plecy. Jęczę i próbuję wstać. Niall zrywa się z miejsca i podlatuje, by mi pomóc. Chwytam się za brzuch i zamykam oczy. Nogi uginają się podemną. Kręci mi się w głowie. Wpadam w czyjeś ramiona. Znów zostaję położona. Tym razem krzyczę z bólu. Mam wrażenie, że ktoś wbija w mój brzuch i plecy miliony noży.

Po chwili mojego krzyku, po moim ciele przechodzi ciepły dreszcz ulgi. Nic mnie nie boli. Czuję tylko na brzuchu i czole malutkie rączki. Zapadam w ciemność.

*Oczami Carrie*
*Noc*
Nie mogę patrzeć, jak ta cudowna dziewczyna cierpi, a Jej chłopak z Nią. Mogę Im pomóc. Po to tu chyba jesteśmy.
- Cory, proszę...
Nareszcie wstaje i ciągnie mnie do pokoju obok. Podchodzi do Louisa. Kładzie Mu rączkę na rannej nodze. Oboje patrzymy, jak rana po nożu goi się w mgnieniu oka. Uśmiecham się do Niego głupio i robię to samo z ranami dziewczyny.

*Oczami Eleanor*
*Kilka dni później*
Afera z Hannah nadal nie ucichła. W internecie krążą zdjęcia, gdzie leżę na ziemi cała we krwi. Ale to nie wszystko. Artykuł przy tych zdjęciach jest okropny, a do tego jest również kompletną ściemą.

„Słynny gwiazdor, Louis Tomlinson z zespołu One Direction, znęca się nad swoją dziewczyną!

Kilka dni temu między Louisem Tomlinsonem i Eleanor Calder doszło do strasznej kłótni. Najpierw chłopak wyszedł i wygonił dziennikarzy spod domu. Drzwi już się zamykały, kiedy panna Calder przepchnęła się w drzwiach i wyszła do dwójki tajemniczych dzieci. Chłopak zdenerwował się i ruszył na swoją dziewczynę z nożem. Myślimy, że nie pierwszy raz zdarzyła się taka sytuacja. Co wspólnego z tym wszystkim mają te dzieci?”

Jakby tego było mało, Hannah wysyła mi smsy z groźbami. Boję się Jej. Udowodniła już na co Ją stać.

*Oczami Louisa*
„Kochanie, ona nie jest Ciebie warta.”
„Ona jest z Tobą dla kasy.”
„Wróć do mnie, bo to się dla kogoś źle skończy.”

To te milsze sms-y od Hannah. Boję się o El. Jej Hannah też wysyła groźby. Dlaczego Ona to robi? Przez Nią zespół się rozpada. A Eleanor siada psychika. Od tygodnia z nikim nie rozmawia. Krzyczy przez sen. Wychodzi z pokoju tylko do toalety i na spacery. Nic nie je. Jest chodzącym kościotrupem. Nosi moje bluzy. Jakby chciała ukryć rany na ciele za dużymi ubraniami.

Co to za hałas? Ktoś krzyczy. Carrie? Wychodzę z pokoju.

Na korytarzu stoi przerażona Carrie. Podbiegam do Niej i przytulam. Wybucha płaczem.
- Co się stało mała?
- Ta dziewczyna... Która zaatakowała Was kilka dni temu... Ona... - jąka się mała.
- Co zrobiła?
- Porwała Cory'ego! - krzyczy.
Szybko zakładam buty i kurtkę. Już mam wychodzić kiedy...

*Oczami Eleanor*
Głupia idiotka. Może mi grozić, ale niech odwali się od mojej rodziny, do której teraz należą również Carrie i Cory.

Hannah porwała Cory'ego. Zgubiłam Ją. Bluza Louisa, za duże spodnie i stopy ubrane tylko w skarpety mnie spowolniły. Do tego leki usypiające zaczynają działać, serce zwalnia rytm przez ich przedawkowanie i jednocześnie wali jak najęte pod wpływem wysiłku. Przedtem pocięłam jeszcze nadgarstki i łyknęłam leki przeciwzakrzepowe, które znalazłam w apteczce. Chciałam i chcę się zabić, moja psychika tego nie wytrzymuje, ale jeszcze nie mogę umrzeć. Muszę biec. Muszę uratować Cory'ego.
- Hannah jeśli się nie boisz to wyjdź mi na przeciw! - krzyknęłam zachrypniętym głosem, którego nie używałam od tygodnia.

Czuję coś zimnego przy głowie.
- Po co to wszystko? Jesteś taka naiwna. Porwanie tego bachora było sposobem, żeby Cię wybawić z domu. Żebym mogła Cię zabić - wysyczała.
- Gdzie jest Cory?! - wrzasnęłam kopiąc Ją resztkami sił.
Pisnęła i wybuchła śmiechem.
- Co to ma za znaczenie? To tylko dzieciak. On Cię nie kocha, nawet Cię nie lubi. Ale nie tylko ten chłopiec nic do Ciebie nie czuje. Louis też nie. Directioners też Cię nie lubią. Jesteś kulą u nogi. Nic nie znaczącą idiotlą, która wszystko zrujnowała!
Te słowa zabolały. Nawet nie wiem kiedy z moich oczu zaczęły wypływać łzy. Po mojej twarzy kapią słone krople, a po moich dłoniach krew.

Hannah znów mierzy do mnie z pistoletu. Ja zaczynam tracić panowanie nad swoim ciałem. Mówię resztkami sił opadając na ziemię:
- Śmiało, zabij mnie. I tak umieram, i też przez Ciebie. Louis mnie kochał, byliśmy szczęśliwi. Dopóki nie zjawiłaś się Ty. Zrujnowałaś i Jego i mnie, a teraz rujnujesz także siebie. Gratuluję...
Usłyszałam swoje imię i strzał. Ostatnie słowa, które wypływają z moich ust to:
- Kocham Cię Lou...

*Oczami Louisa*
Biegnę ile sił do mojej gwiazdy. Sensu mojego istnienia. Byliśmy tacy szczęśliwi. Ale to już nie wróci. Moje życie leży teraz zimne, bez życia na ziemi.

Zaczynam płakać, krzyczę wręcz z rozpaczy. Patrzę na Hannah zbolałym wzrokiem. Zrywam się z miejsca i już mam się na Nią rzucić, kiedy ktoś mnie powstrzymuje. Wyrywam się.
- Louis, spokojnie. To Ci Jej nie zwróci...
Upadam na kolana i kładę się na ziemi. Zwijam się w kłębek i płaczę. Nie chcę żyć bez Eleanor!

Słyszę zgrzyt i szept.
- Hannah nie. To już nic nie zmieni.
Nie wiem co się stało... Usłyszałem tylko strzał i, że coś upada na ziemię. Nie chcę tego widzieć.

Przybliżam się do ciała mojego aniołka i zamykam oczy. Nie chcę się już budzić...

Budzę się. Rozglądam po pomieszczeniu i widzę Harry'ego w fotelu śpi.
„Teraz albo nigdy” - myślę i biorę kartkę i piszę kilka słów.

Wsiadam na rower i jadę... Jadę na Tower Bridge...
- Już nie długo!

Staję po drugiej stronie barierki. Bez wahania puszczam jej i przechylam się. Spadam... Żegnaj Ziemio. Idę do Ciebie El!

*Oczami Harry'ego*
„Kochani!
Nie mogę bez Niej żyć. Muszę do Niej dołączyć, jeśli Ona nie chce do mnie wrócić. Grajcie dalej. Dla mnie... Dla Nas!
Wasz Lou.”

- Ufam Ci. Obyś nie żałował...

*Oczami Eleanor*
Louis jest ze mną. Nie udało mi się Go powstrzymać. Skoczył. Ale teraz będziemy szczęśliwi na zawsze i będziemy Forever Young!

*Oczami Carrie i Cory'ego*
Anioły zakończyły misję. Nadal będziemy strzec Eleanor i Louisa, ale teraz Ich dusz i serc. Będą szczęśliwi. Bo będą razem...


5 komentarzy:

  1. Boże to jest takie piękne, że się popłakałam. Pisz kolejne. SZACUN!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że Ci się podobało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładne, jesteś wspaniałą poetką ; 33

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurrrrrrrde...zatkało mnie. Masakra. Nie wiem skąd przyszedł Ci taki pomysł do głowy, ale jest świetny. Brak mi słów. SZACUN

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurdeee... rycze i nie moge pisać CUDNE <3 KOCHAM CIĘ ;***

    OdpowiedzUsuń